Letra de Wyrzuceni poza nawias
Przy drodze pijana dziwka Przeklina ten zimny świat W jej sinych ustach papieros W oczach niepewność i strachGdzieś dalej zgarbiony starzec Zjada kawałek chleba Dzisiaj w śmietniku go znalazł Czy ludziom chleba nie trzeba?Wyrzuceni poza nawias Na manowce egzystencji Nikt już nie chce patrzeć na nich Nikt nie weźmie ich za ręceIdzie bezdomny pustą ulicą I zbiera pety na wieczór wspomnień W parcianej torbie niesie dobytek Koszulę, sweter, dziurawe spodnieW brudnym pokoju poddasza Dzieci się tulą do siebie Tato znów zasnął w knajpie Mama od dawna śpi w niebieWyrzuceni poza nawias Na manowce egzystencji Nikt już nie chce patrzeć na nich Nikt nie weźmie ich za ręceKażdy z tych oto ludzi Miał kiedyś normalne życie Aż nagle wszystko runęło Nie mają już siły krzyczećKtoś ich wykluczył lub winni sami Z przypadku, głupoty czy naiwności Los jednym daje drugim odbiera Mijają obok w samotnościWyrzuceni poza nawias Na manowce egzystencji Nikt już nie chce patrzeć na nich Nikt nie weźmie ich za ręce
